Praktyka, Teoria

Rozwój językowy i społeczny „dzieci pandemii”

Właśnie minęły dwa lata od ogłoszenia przez WHO pandemii. Dzieci urodzone na krótko przed lub w tym czasie nie znają świata bez masek, dystansu i izolacji. Rzadsze kontakty z dziadkami i resztą rodziny oraz brak grup zabawowych sprawiły, że dzieci mają mniej okazji do rozmów i zbierania doświadczeń. Jakie skutki w ich rozwoju językowym i społecznym są już widoczne, a czego możemy się spodziewać w przyszłości? I przede wszystkim — jak możemy tym maluchom pomóc?

Z punktu widzenia dorosłych

Moja córka urodziła się dwa miesiące przed pierwszym lockdownem. Jest jedynaczką i zawsze mogłam poświęcać jej całą swoją uwagę. W wieku dwóch lat ma bogaty zasób słownictwa, składa kilkuwyrazowe wypowiedzi, podejmuje próby opowieści, w różnym stopniu rozumie trzy języki, choć odpowiada głównie po polsku. Ale jest coś, co spędza mi sen z powiek nawiązywanie kontaktów z innymi dziećmi.

Na początku spotykałam się z innymi świeżo upieczonymi mamami, mogłyśmy wymienić się swoimi bolączkami, zapytać, czy inne bąbelki też są nieodkładalne, pocieszyć się, że nie tylko ja tak mam. Zaczęłyśmy chodzić na kurs masażu niemowląt, ale tylko jedno spotkanie odbyło się na żywo. Wtedy ogłoszono pandemię i zostałyśmy ze wszystkim same. Niektóre z obawy przed wirusem nie wychodziły wcale z domu, inne spacerowały po swoich ogródkach czy tarasach.

W niektórych krajach po pierwszym lockdownie obostrzenia zostały złagodzone, m.in. z obawy o wzrost depresji poporodowej wśród osamotnionych matek. Ubiegłej zimy dzieci poniżej 5. roku życia zostały również wyłączone z limitów dotyczących spotkań towarzyskich. Jednak poród i pierwsze chwile z maluszkiem w czasie pandemii były i nadal są dla wielu nowych rodziców doświadczeniem dotkliwie samotnym, bez pomocy dziadków i możliwości nawiązania znajomości przy zawieszonej działalności grup zabawowych i wsparcia. Nie wspominając już o rodzicach na emigracji, dla których podróż do Polski stała się dużo bardziej skomplikowana, o ile nie niemożliwa.

Rodzice pracujący z domu często żonglują czasem dla siebie i dziecka, a niekiedy kilkorga. Kiedy żłobki i przedszkola były zamknięte przez dłuższy czas, dzieci nie miały jak przyzwyczaić się do kontaktu z osobami spoza najbliższej rodziny. Wyjście do większego sklepu stało się dla niektórych z nich przytłaczające.

Po pewnym czasie placówki dla najmłodszych otworzyły swoje drzwi na nowo uboższe o poduszki, dywaniki i pluszaki, które mogłyby przenosić wirusa. Zabroniono nawet zabaw w piaskownicy. Zabawki dostępne w poczekalniach do pediatrów też stały się zakazane. Próbowaliście kiedyś wytłumaczyć roczniakowi, że nie może bawić się autkami, które są na wyciągnięcie ręki? Ja musiałam, bo zamiast schować zabawki, personel wolał położyć karteczkę z napisem Nie dotykać.

Opiekunki i opiekunowie w żłobkach i przedszkolach próbowali zrekompensować dzieciom czas spędzony „w zamknięciu”, ale nie było łatwo. Jak zagwarantować dziecku poczucie ciepła i bezpieczeństwa, zachowując dystans? A maluchy potrzebowały bliskości. Po trzech miesiącach spędzonych w domu u części dzieci zauważono większe problemy przy rozstawaniu z rodzicami. Niektóre dzieci stały się spokojniejsze, bardziej wycofane. Trzy- i czterolatki okazywały więcej niepokoju. Obecność większej liczby rówieśników wydawała się dla najmłodszych przytłaczająca. A w brytyjskich placówkach zaobserwowano niespodziewany efekt dodatkowego czasu spędzonego przed ekranem u części dzieci pojawił się amerykański akcent.

Według ankiety YouGov brytyjscy rodzice znacznie bardziej martwią się o wpływ pandemii na rozwój swoich dzieci niż o to, że ich pociechy zarażą się wirusem [1].

  • jedna czwarta uważa, że lockdown miał negatywny wpływ na rozwój językowy ich dzieci
  • ponad połowa mówi o negatywnym wpływie na rozwój społeczny i emocjonalny najmłodszych (m.in umiejętności takie jak dzielenie się i nawiązywanie przyjaźni)
  • co piąty rodzic to samo twierdzi o rozwoju fizycznym swojego dziecka
  • inne obawy dotyczą tego, w jaki sposób dorastanie w klimacie ciągłego niepokoju wpłynie na zdrowie psychiczne ich dzieci lub czy pozostaną w tyle przy rozpoczęciu szkoły

Jasne strony

Dobra wiadomość jest taka, że instynkt nawiązywania nowych kontaktów jest dla małych dzieci jednym z najsolidniejszych i najłatwiejszych do odzyskania. Dodatkowo rodzice, którzy musieli przenieść pracę do domu i poniekąd oddać swoje dzieci w ręce Świnki Peppy czy Psiego Patrolu, nie powinni się biczować. Łatwo jest demonizować czas ekranowy, ale (jak większość rzeczy na tym świecie) to też ma swoje wady i zalety. W niektórych warunkach zwyczajnie nie da się być rodzicem idealnym i trzeba pójść na kompromis, żeby nie zwariować.

Są też rodziny, dla których te zmiany miały pozytywne skutki. Rodzice spędzali więcej czasu ze swoimi pociechami, co mogło przyczynić się do lepszego rozwoju języka domowego. Dodatkowo mamy nie były tak samotne na urlopie macierzyńskim, bo tatusiowie pracowali z domu. Dwie trzecie ojców w Wielkiej Brytanii przyznało, że ich relacje z dziećmi polepszyły się dzięki większej ilości czasu spędzonego w domu [2].

Zmiany na gorsze

Ale przebywając ciągle w domu, dzieci mają mniej okazji do poznawania nowego słownictwa. Idąc do zoo czy jadąc autobusem do babci, możemy użyć wielu pojęć, które raczej nie pojawią się w kontekście domowym. Taka ekspozycja jest ważna, bo zakres słownictwa w wieku dwóch lat mówi nam sporo o tym, jak dziecko będzie sobie radziło na początku formalnej edukacji, a to z kolei ma przełożenie na późniejsze osiągnięcia [3].

Integralną częścią rozwoju mowy jest możliwość obserwacji twarzy, co w dzisiejszych czasach jest utrudnione przez wszechobecne maski. Nie tylko zakrywają ruch ust, ale też tłumią dźwięki, więc ciężej jest nam zrozumieć rozmówcę. Kiedy wychowawca_czyni w szkole lub przedszkolu nosi maskę, dzieciom jest trudniej rozróżnić podobne do siebie dźwięki. Może to mieć wpływ na rozwój mowy i świadomość fonologiczną, czyli zdolność do rozkładania słów na dźwięki, która jest pomocna we wczesnej nauce czytania i pisania. Maski ukrywają też wyraz twarzy, a to od niego zależy, jak rozumiemy znaczenie słów, które słyszymy. W rezultacie wzrasta ryzyko nieporozumień, a w kontekście dzieci może to mieć wpływ na rozwój umiejętności społecznych i emocjonalnych.

Co do tej pory mówią badania?

Mamy coraz więcej dowodów na to, że obostrzenia covidowe miały negatywny wpływ na umiejętności językowe małych dzieci. Wzrasta liczba cztero- i pięciolatków potrzebujących pomocy logopedycznej. Badania wskazują poza tym, że słaby rozwój mowy może mieć długotrwały wpływ na zdolność uczenia się. Działania podjęte w celu zwalczania pandemii pozbawiły najmłodsze dzieci kontaktów społecznych i doświadczeń niezbędnych do poszerzenia słownictwa [4].

Spośród 58 angielskich szkół podstawowych:

  • 76% stwierdziło, że dzieci rozpoczynające edukację we wrześniu 2020 r. potrzebowały więcej wsparcia w komunikacji
  • 96% było zaniepokojonych rozwojem mowy i języka swoich podopiecznych, 91% rozwojem społecznym i emocjonalnym, a 89% umiejętnościami czytania i pisania (które są zależne od rozwoju mowy, języka i komunikacji)
  • 75% zgłosiło, że nowi uczniowie mają zaległości w rozwoju mowy, umiejętności pisania i liczenia, a także problemy z koncentracją i zachowaniem w klasie.

Z ankiety przeprowadzonej wśród ponad 400 rodziców przez Royal College of Speech and Language Therapists wynika, że spośród dzieci, które wymagały terapii zaburzeń mowy i języka, 62% nie otrzymało żadnej pomocy podczas pierwszego lockdownu [5]. Usługi logopedyczne były świadczone zdalnie, o ile było to możliwe, jednak 19% dzieci nie lubiło terapii online, a 12% nie potrafiło w ten sposób współpracować.

Pierwsze badania projektu Babylab potwierdziły, że lockdown odcisnął piętno na dzieciach uczących się mówić [6]. Małe dzieci nadal uczęszczające do żłobka przez co najmniej dwa dni w tygodniu w czasie lockdownu (których rodzice są tzw. kluczowymi pracownikami i nie mogą zostać w domu) uczą się średnio o 48 nowych słów więcej niż te, które utknęły w domu, przy czym najbardziej dotknięte są dzieci z biedniejszych środowisk. Dzieci chodzące do placówki pięć dni w tygodniu mogą niemal podwoić wyniki funkcji wykonawczych (brano pod uwagę testy umiejętności takich jak koncentracja i kontrolowanie emocji). Dziecko, które w trakcie pandemii regularnie korzysta z opieki wczesnoszkolnej jeden dzień w tygodniu, rozumie średnio o 24 nowe słowa więcej.

Pierwsze trzy lata życia dziecka naprawdę mają znaczenie, ale nie ma drzwi, które po tym czasie zamykają się na amen. Nigdy nie jest za późno, żeby zaoferować dziecku wzbogacające doświadczenia, jakie czekają na niego w placówkach opieki wczesnoszkolnej.

Jak donosi raport Ofsted z grudnia 2021 r., umiejętności takie jak dzielenie się zabawkami i przestrzeganie rutyny rzeczywiście w dużej mierze zanikły, jednak do jesieni zauważono poprawę [7]. Niektóre przedszkolaki opanowały nawet nowe umiejętności w czasie lockdownu i wróciły do placówki szczęśliwsze, bo spędziły więcej czasu z rodzicami.

Jak możesz pomóc?

Obserwuj swoją pociechę i zwracaj uwagę na kolejne kamienie milowe w jej rozwoju. Jeśli coś Cię niepokoi, nie bój się szukać pomocy. Lepiej usłyszeć od logopedy zapewnienie, że wszystko w porządku, niż pytanie, dlaczego tak późno trafiliśmy z dzieckiem do gabinetu.

Jeśli chcesz pomóc swojemu dziecku w rozwoju mowy, przede wszystkim mów do niego! Postaw na proste zdania, ciekawą intonację, gestykulację i mimikę. Podążaj za dzieckiem i jego zainteresowaniami kiedy maluch wpatruje się w śmieciarkę, zacznij o niej mówić: opisuj, jak wygląda, co robi, jakie wydaje dźwięki, a przy tym powtarzaj jej nazwę. Więcej wskazówek, jak wspierać rozwój mowy dziecka, znajdziesz w e-booku Dwujęzyczne wychowanie w zabawie.


Korzystaj z okienek, kiedy obostrzenia są znoszone: rozwijaj słownictwo swojej pociechy, odwiedzając ciekawe miejsca oraz spotykając się z rodziną i przyjaciółmi. Poszukaj grup zabawowych dla dzieci z rodzicami w swojej okolicy. Ja tak długo nie mogłam znaleźć interesujących zajęć, że… postanowiłam stworzyć własne, w Monachium i w Gdyni.

Przypominaj swojemu maluchowi, jak bardzo jest kochany. Nawet jeśli osoby, które go kochają, są daleko i nie mogą Was odwiedzić ze względu na obostrzenia. Pozwól dziecku „przegryźć” emocje związane z pandemią poprzez zabawy, piosenki i szczere rozmowy.

Zadbaj też o siebie szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko.

Spójrzmy w przyszłość

Dzieci poniżej 5. roku życia ledwo pamiętają świat bez masek i dezynfekcji. Od dwóch lat robimy kilka kroków w przód, w sezonie letnim, a potem, zimą, kilka w tył. Naukowcy wciąż szukają odpowiedzi, co taki dezorientujący początek życia może oznaczać dla najmłodszych. Czy niektóre zachowania miną z czasem, czy pandemia już w jakiś sposób ukształtowała nasze dzieci?

Dziwne jest to, że chociaż wczesne lata są powszechnie uważane za krytyczne w życiu każdego człowieka (od urodzenia do 5. roku życia dzieci uczą się szybciej niż na jakimkolwiek innym etapie), niewiele jest publicznej dyskusji na temat tego, jak pandemia kształtuje urodzone w niej pokolenie. Czy „dzieci pandemii” otrząsną się z tych dziwnych doświadczeń wczesnych lat życia, czy całe pokolenie będzie nimi naznaczone?

Jak sądzisz? Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu ⇩⇩⇩

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.